-- szukaj w serwisie

--reklama--

--reklama--
 
- Maurycy Gottlieb
- więcej o artyście

-- Autoportret
-- Czaty
-- Portret kobiety

--[zobacz pozostałe reprodukcje


-- wyślij e-kartkę z obrazem


-sklep
-- zobacz artykuły z obrazami tego malarza


- zagłosuj
-- ulubiony obraz
-- ulubiona epoka

obraz: 7878 głosów
epoka: 906026 głosów

-- wyświetlono 53335 razy






 
Maurycy Gottlieb, "Czaty", Galeria Obrazów, Lwów

ilustracja do ballady Adama Mickiewicza

Czaty

(ballada ukraińska)

Z ogrodowej altany wojewoda zdyszany
Bieży w zamek z wściekłością i trwogą.
Odchyliwszy zasłony, spójrzał w łoże swej żony,
Pójrzał, zadrżał, nie znalazł nikogo.

Wzrok opuścił ku ziemi i rękami drżącemi
Siwe wąsy pokręca i duma.
Wzrok od łoża odwrócił, w tył wyloty zarzucił
I zawołał kozaka Nauma.

"Hej, kozaku, ty chamie, czemu w sadzie przy bramie
Nie ma nocą ni psa, ni pachołka?
Weź mi torbę borsuczą i jańczarkę hajduczą,
I mą strzelbę gwintówkę zdejm z kołka".

Wzięli bronie, wypadli, do ogrodu się wkradli,
Kędy szpaler altanę obrasta.
Na darniowym siedzeniu coś bieleje się w cieniu,
To siedziała w bieliźnie niewiasta.

Jedną ręką swe oczy kryła w puklach warkoczy
I pierś kryła pod rąbek bielizny;
Drugą ręką od łona odpychała ramiona
Klęczącego u kolan mężczyzny.

Ten ściskając kolana mówił do niej: "Kochana!
Więc już wszystko, jam wszystko utracił!
Nawet twoje westchnienia, nawet ręki ściśnienia
Wojewoda już z góry zapłacił.

"Ja, choć z takim zapałem tyle lat cię kochałem,
Będę kochał i jęczał daleki;
On nie kochał, nie jęczał, tylko trzosem zabrzęczał,
Tyś mu wszystko przedała na wieki.

"Co wieczora on będzie, tonąc w puchy łabędzie,
Stary łeb na twym łonie kołysał,
I z twych ustek różanych, i z twych liców rumianych
Mnie wzbronione słodycze wysysał.

"Ja na wiernym koniku, przy księżyca promyku,
Biegnę tutaj przez chłody i słoty,
Bym cię witał westchnieniem i pożegnał życzeniem
Dobrej nocy i długiej pieszczoty!"

Ona jeszcze nie słucha, on jej szepce do ucha
Nowe skargi czy nowe zaklęcia:
Aż wzruszona, zemdlona, opuściła ramiona
I schyliła się w jego objęcia.

Wojewoda z kozakiem przyklęknęli za krzakiem
I dobyli zza pasa naboje,
I odcięli zębami, i przybili sztęflami
Prochu garść i granulek we dwoje.

"Panie! - kozak powiada - jakiś bies mię napada,
Ja nie mogę zastrzelić tej dziewki.
Gdym półkurcze odwodził, zimny dreszcz mię przechodził
I stoczyła sią łza do panewki".

"Ciszej, plemię hajducze, ja cię płakać nauczę!
Masz tu z prochem leszczyńskim sakiewkę.
Podsyp zapał, a żywo sczyść paznokciem krzesiwo,
Potem palnij w twój łeb lub w tę dziewkę.

"Wyżej… w prawo… pomału, czekaj mego wystrzału,
Pierwej musi w łeb dostać pan młody".
Kozak odwiódł, wycelił, nie czekając wystrzelił
I ugodził w sam łeb - wojewody.

[1827-1828]


-- zasady i ograniczenia korzystania z reprodukcji

 
 
 [ copyright © 1999-2015 malarze.com-+-marchand.pl ] --- [ design © pkl webdesign ] --- [o nas]
inne adresy: Polish Art.pl ¤ Polish-Art.pl ¤ tworcy.com ¤ rzezbiarze.com ¤ rytownicy.com ¤ reprodukcja.com
¤ najtańsze ubezpieczenia Kraków ¤ Daniel Schultz ¤ Jeremi Jarema Wiśniowiecki ¤ ambitnie.com